Dołączył: 12 Mar 2008 Posty: 2178 Otrzymał 290 piw(a)
Wysłany: 2009-11-14, 21:34 Odcinek 34 (2x10)
Mimo, że Kelly nadal nie może zapomnieć o tym jaka była w przeszłości jej matka, wspiera Silver w cierpieniu z powodu pogarszającego się zdrowia Jackie. Navid próbuje stawić czoła problemom Adrianny z powrotem do narkotyków. Debbie i Harry są zaskoczeni, kiedy Annie oznajmia, że chciałaby zaprosić Jaspera na kolację. Dixon wciąż jest zły na matkę z powodu sytuacji z Sashą. Dixon, Ivy i Navid opracowują dla Liama plan, aby wyjawić Naomi prawdę o Jen. Związek Ryana i Jen staje się coraz poważniejszy, kiedy Ryan zaprasza ją na weekendowy biwak. Krzyżują się plany Naomi w związku jej przyjęciem na Uniwersytet Kalifornijski.
Moim zdaniem odcinek znakomity. Nareszcie zaczęło się dziać coś ciekawego, kilka przełomowych wydarzeń. Tak czułem, że w końcu taki los spotka Navida. Życie dziennikarza nie jest łatwe. Z drugiej strony jednak szkoda Annie... w tym sezonie opatrzność zesłała na Nią wszystkie możliwe klęski. . Ogólnie wrażenia naprawdę pozytywne. Oby więcej takich odcinków.
Ps. Powiałą Ade z pierwszego sezonu... Trochę too już nudne:P.
ps. 2 Dni Jen są policzone!!
Dołączył: 12 Mar 2008 Posty: 2178 Otrzymał 290 piw(a)
Wysłany: 2009-11-20, 20:39
Komentarz: Kiedy Naomi jest tą świetnie znaną nam jędzą narzekamy, że jest zła, zaś kiedy jest szczerą i dobrą dziewczyną ja też narzekam. Annalynne McCord nie nadaje się do odgrywania pozytywnych postaci, w jej wykonaniu wychodzi to bardzo sztucznie.
Niech zatem będzie taka jaka była kiedyś.
Nie wiem co kierowało Jasperem, chyba tylko złość, bo na pewno nie poprawi tym swojej sytuacji w oczach innych. Co więcej, może ją tylko pogorszyć, a szczególnie źle wpłynie na, już mocno podejrzliwych, rodziców Annie.
Przy okazji - ich zachowanie mocno przesadzone. Zabronić córce spotykania się z chłopakiem, bo jest... dziwny?
Co do samej Annie, jest strasznie irytująca. W pierwszym sezonie wszyscy na to narzekali, mi nie przeszkadzała, jednak teraz staje się to bardzo zauważalne.
Związek Jen i Ryana jest straszliwie nudny. Albo, jak sam Ryan przyznał, nudne spotykania z ludźmi z wyższych sfer, albo jakieś niewypały. Ten dzisiejszy wyjazd zapewne moglibyśmy zakwalifikować do tej drugiej kategorii, gdyby nie końcowe wyznania Jen. Jednak od dawna nurtuje jedno: co trzyma Jen przy Ryanie? Nie należy on do grupy osób z jakimi ta ma zwyczaj się zadawać.
Zastanawia mnie jeszcze jedno. Jak bardzo nierealistyczna była scena śmierci Jackie? Czy córka rzeczywiście "pozwoliłaby" tak łatwo "odejść" matce? Żadnej reakcji? Ukazano w ten sposób odradzającą się więź łączącą Kelly i Silver, stracono dobry materiał na kilka dramatycznych scen.
Jak to zwykle w 90210 bywa, końcówka przyćmiła wszelkie niedoskonałości. Ostatnie minuty to zlepek tragicznych i poważnych scen. Taka taktyka wydaje się być w porządku, jednak wolałbym, aby cały odcinek był wyższej jakości, nawet gdyby miało na tym tracić zakończenie.
Kluczowe wątki/czego się dowiadujemy?
- Debbie i Harry zakazują Annie spotykania się z Jasperem.
- Naomi wyjawia prawdę Jamiemu i Richardowi o jej związku z tym drugim.
- Umiera Jackie.
- Jen opowiada Ryanowi o tym, że jest spłukana i o jej mężu.
Dialog odcinka:
Jamie: Naomi, co jest?
Naomi: Powiedziałeś, że Richarda tu nie będzie.
Jamie: Ciągle się tym przejmujesz? Wie, że się spotykamy. Nie możemy go ciągle unikać.
Naomi: To nie o niego się martwię.
Jamie: To o kogo? Jego mamę?
Naomi: Nie wierzę, że nie powiedziałeś mi, że razem przyjdą.
Jamie: Nie wiedziałem. Dlaczego w ogóle się nią przejmujesz?
Naomi: Wcale nie. Jak myślisz, co ona myśli?
Jamie: Nie wiem. Pewnie cię nienawidzi.
Naomi: Cudownie. Świetnie.
Jamie: Czym ty się tak przejmujesz? Nawet nie lubiłaś Richarda.
Naomi: Ona jest cholernym dziekanem ds. rekrutacji, Jamie.
Jamie: Dlatego spotykałaś się z Richardem? Żeby dostać się do jego mamy?
Naomi: Oczywiście, że nie.
Jamie: To dlaczego się z nim spotykałaś? Czekaj, więc tylko go wykorzystywałaś? Naomi, jak możesz tak kogoś traktować?
Naomi: A ty niby taki szlachetny jesteś. Ukradłeś mnie swojemu współlokatorowi.
Jamie: Przynajmniej to było w miarę uczciwe.
Naomi: Jamie, przepraszam. Chciałam po prostu dać sobie najlepszą szansę na dostanie się do tej szkoły. Moim marzeniem od zawsze było poznanie kogoś takiego jak ty. I teraz poznałam. Zrozumiałam, że popełniłam błąd. Możemy o tym zapomnieć? Proszę?
Jamie: Nie sądzę, że o tym zapomnę, a ty? Richard zadręczał się od wielu tygodni, zastanawiając się co schrzanił będąc z tobą. Wykorzystujesz ludzi. Nie chcę cię więcej widzieć.
Bohater odcinka: Naomi. Pomimo tego co wyżej napisałem. Trzeba przyznać, że sporo dobrego zrobiła w tym odcinku.
Antybohater odcinka: Adrianna. Kłamie i jest nudna. Jak zwykle.
Scena odcinka: Navid spadający ze schodów. Takiej sceny w 90210 chyba jeszcze nie było, nie było to co prawda mistrzowskie wykonanie, ale całkiem nieźle wyglądało.
Pocałunek odcinka: Annie i Jasper.
Ostatnio zmieniony przez Kubos 2010-03-11, 21:25, w całosci zmieniany 1 raz
spoko odcinek, koniec najlepszy biedny Navid, ale należało mu się z jednej strony, powinien pilnować swoich spraw. no i w końcu Naomi skończyła z tym fagasem
Jak dla mnie zabawna scena po wejściu Jaspera do domu i to jak Harry go obserwował XD:oO: Krótka ale dużo mówiąca scena gdy Liam rozmawia z Naomi jak dla mnie ich spojrzenia były niby zwykłe ale miały to ''coś'' jakby się wyczuwało dalej wiążącą ich więź
Naomi zdecydowanie była bohaterką odcinka i zaczynam ją coraz bardziej lubić. Nie każdy potrafi przyznać się do błędów czy kłamstw, ale ona to zrobiła, może trochę że tak powiem pod naciskiem Jamie'go, ale przyznała się i to się liczy. Fajnie, że potem była szczera z Jamiem i powiedziała mu, że kocha innego faceta. To też dobrze o niej świadczy
I brawa za to, że w końcu dała sobie spokój z Adrianną.
Dobrze, że Navid powiedział Dixonowi o co chodzi z tym Jasperem. Przynajmniej teraz po wypadku Navida, Dixon będzie podejrzewał Jaspera i już o jedną osobę więcej
Ten cały Jasper prędzej czy później i tak się wypali.
Na Annie to już prawdę mówiąc nie mogę patrzeć. Zachowuje się teraz jak jakaś wielce rozkapryszona nastolatka, wcześniej była inna. Zdziczała totalnie przy swoim chłoptasiu.
Liam jak zwykle bosko wypadł. Ta scena z Naomi była genialna. Super, że przyjaciele mu pomagają w sprawie z Jen.
Debbie z Harrym w końcu wzięli się za swoje dzieci, ale czy już nie jest za późno ?
Szkoda mi Silver jak i Kelly. W końcu jakoś zaczęły się dogadywać z matką, a tu pach.
Eh...Smutne to jest.
Mam nadzieję, że teraz Teddy jej pomoże.
Na Adriannę nie mogę patrzeć tak samo jak na Annie.
Mi się wydaję, że Jen zakochuje się w Ryanie, wyznała mu prawdę i będą ze sobą blisko - chociaż przez chwilę , ale potem się pokłócą, bo prawda o Jen wyjdzie na jaw i koniec związku, nareszcie.
Ostatnio zmieniony przez Kubos 2010-03-11, 21:26, w całosci zmieniany 1 raz
Co do samej Annie, jest strasznie irytująca. W pierwszym sezonie wszyscy na to narzekali, mi nie przeszkadzała, jednak teraz staje się to bardzo zauważalne.
A dla mnie nie jest. Ostatnie wydarzenia ukształtowały ją na taką charakterna postać. Przeszła przez naprawdę wiele i nie miała u swojego boku nikogo. Mimo że lubię Naomi, to na miejscu Annie nie wybaczyłabym jej tych fałszywych osądów..Albo wybaczyłabym, ale nie starałabym się nawiązywać super przyjacielskich relacji od nowa. Koleżanki i tyle.
Kubos napisał/a:
Jednak od dawna nurtuje jedno: co trzyma Jen przy Ryanie?
Też mnie to zastanawia. Przy nim wydaje się być w miarę szczera. Ale i tak jej nie lubię...
Kubos napisał/a:
Antybohater odcinka: Adrianna. Kłamie i jest nudna. Jak zwykle.
Tak..to już standard.
Sam odcinek średni. Poprzedni mi się dużo bardziej podobał
_________________
Hej, hej, to z Ciebie śmieję się.
O taaak, Ty wiesz lepiej jak ja żyję
"Szkoda mi Silver jak i Kelly. W końcu jakoś zaczęły się dogadywać z matką, a tu pach.
Eh...Smutne to jest."
Może i masz rację, ale moim zdaniem, gdyby nie pojawiło się nadchodzące widmo śmierci, to relacje Silver, Kelly i ich matki byłyby niezbyt dobre. Strach przed śmiercią zmienia ludzi.
"Szkoda mi Silver jak i Kelly. W końcu jakoś zaczęły się dogadywać z matką, a tu pach.
Eh...Smutne to jest."
Może i masz rację, ale moim zdaniem, gdyby nie pojawiło się nadchodzące widmo śmierci, to relacje Silver, Kelly i ich matki byłyby niezbyt dobre. Strach przed śmiercią zmienia ludzi.
Tak.
Gdyby nie choroba to by się na pewno nie pogodziły, no może w dalekiej przyszłości.
a mnie wkurza fakt, że zawsze z tych "dziwnych" robią psycholi ;/
Trochę jest w tym prawdy. W sumie każdy kto nie ma dużego domu, Bentleya w garażu i torby od Gabbany jest traktowany jak obcy i trochę nienormalny. Nawet z Silver w pierwszym sezonie starali się zrobić psychola, ale na szczęśćie nie udało im się.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum